“U kresu sił”, Joseph Conrad


Czy dzisiaj można być rodzicem do imentu? Nie tylko powołać nowego człowieka do życia, darować mu dzieciństwo, wykształcenie, wprowadzić miękko w dorosłe życie, tyle i aż tyle, czy możliwe jest jeszcze więcej, oddać samego siebie do cna, gruntownie, aż do unicestwienia siebie, które przyniesie korzyść ukochanemu dziecku. Cóż, jeżeli przyjrzeć się otaczającej nas rzeczywistości, w której nam przyszło przebywać, to raczej rzecz wydaje się nie do zrealizowania. Coraz bardziej dbamy o własną strefę komfortu, a potomstwo drastycznie nam tę strefę pomniejsza. Dobrze jest gdy latorośl otrzyma wykształcenie, dalej już tylko kibicujemy, dorosłe jest to niech jak każde dorosłe samo na siebie łoży. Niech się potomny ma jak najlepiej, ale na swój koszt. Czy to właściwa postawa? Świat ucywilizowany na modłę zachodnią, ergo bez żadnej modły, taki po prostu jest, a my przecież do tego światopoglądowego dobrobytu dążymy i nie ma znaczenia, że ten pęd taki mocno bez refleksu. Dlatego cywilizacja dobrobytu schodzi ze sceny tego świata, zastępowalność ujemna to fakt. Joseph Conrad w tej noweli ukazuje miłość rodzica do dziecka, to na co decyduje się rodzic, w tym przypadku ojciec, jest postawą heroiczną, właśnie rodzicielstwem do imentu. Czy wszyscy rodzice wykazywali się taką postawą w świecie, który istniał sto dwadzieścia lat temu?, chciałbym w to wierzyć, chociaż pewnie było podobnie, niemniej jednak zastępowalność wtedy była dodatnia, dlaczego?, to temat na inną historię.
Czy pęd do lepszego życia, kreacja własnej kariery, może być zawodowej, upoważnia nas do popełniania świństwa? To drugi, może nawet ważniejszy wątek, który porusza nasz “narodowy” wieszcz, Józef wybrał jako natywny dla swojego pisarstwa język angielski, dlatego “narodowy” w cudzysłów wzięty. Nie dyskutuję tu z Konradem, uważam, że miał prawo do takiego wyboru, a zresztą jak pisać o marynistyce w języku polskim?, kto w tym zaścianku marynistycznym zrozumiałby Mistrza? Dobrze wiedział, że jeśli chce popływać po ocenach sztuki to tylko w marynarce Jej Królewskiej Mości, innej floty ówcześnie nie było. Otóż drugi wątek stawia przed nami zasadnicze pytanie, czy wolno tak podle postępować by podnieść własne szanse w odniesieniu sukcesu tak jak go rozumie świat? Okazuje się, że można, świat nagrodzi, a któż upomni się o krzywdę, pieniądze nie śmierdzą. Zarówno wtedy jak i teraz tak się dzieje świat.
Opowiadanie wstrząsające, zadaje ważne, egzystencjonalne pytania i jak to u Josepha Conrada Korzeniowskiego odpowiedzi leżą w nas. Serdecznie polecam!


Komentarze |0|


* ksywa (wymagana)
@ * email (wymagany)

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.


*) Wymagane pola są oznaczone gwiazdką
**) Możesz użyć niektórych