“Bóg urojony”, Richard Dawkins


Pytanie czy można odwieść człowieka wierzącego od wiary posługując się prostymi by nie rzec mocniej prostackimi argumentami, to dobre pytanie. Dawkins postanowił zbawić ludzkość z urojeń, które ją dotykają gremialnie, masowo, grupowo i nawet należałoby tu przyznać, że urojeniom ulegają całe narody jeśli nie ogólnie ludzkość w swej zatrważająco przeważającej części. Robi to raczej siermiężnie. Oczywiście autor stara się przekonywać na sposób żartobliwy delikatnie intelektualizując, jednak argumenty, których używa są raczej miernej jakości. Kontrasty najlepiej sprawdzają się w sztuce i to w tej raczej niskiej. Duży – mały, gruby – chudy, brzydki – ładny, dobry – zły. Takie zestawy działają na odbiorcę przyjmującego rzeczywistość na sposób bezrefleksyjny.
Dawkins wytyka bezeceństwa, których wyznawcy dokonują w imię szefa religii jaką zdają się wyznawać. Tu pojawia się pierwsza trudność, jeżeli wyznawcy popełniają zło, to z całą pewnością dzieje się to nie w imię symbolu ich wiary, dobrego Boga trzech monoteizmów, ci wyznawcy są niewierzący po prostu, zasłaniają się tylko religią, której nie wyznają, oszuści, którzy odczuwają potrzebę zaspokojenia własnych interesów. Ludobójstwo nie wynika z wiary. Zło wynika zawsze z zaprzeczenia dobra, gdyby byli wierzący nie czyniliby tego co czynią, zatem to nie Bóg to ludzie, tylko i aż. Kolejna trudność to inne argumenty typu: boga nie ma – nikt go nie widział, bóg nie reaguje na zło wyrządzone jednostce – zatem go nie ma, jak i wiele innych zarzucających bogu brak interwencji mnie nie przekonuje. Nasuwa się pytanie czy ktoś widział wszechświat? Oczywiście oglądamy jego jakże maleńki wycinek, ale czy ktoś widział wszechświat, był przy początku, poznał jak działa i jego wiedza jest tak pełna, że powie wiem? Choroby nieuleczalne nie są dowodem na niebyt bytu absolutnego, pierwszej przyczyny, natomiast zestawienie małej niewinnej dziewczynki chorej na raka, jest zastosowaniem taniego chwytu, o których wspomniałem wyżej, to dobrze działa, silnie wzrusza, ale nie wnosi nic do dyskusji o urojeniu w sprawie boga być albo nie być, celowo piszę o urojeniu w obie strony, jeżeli być boga możemy uznać za urojenie, jak czyni to Richard Dawkins, to równie dobrze można za urojenie uznać niebyć boga.
Autor postawił sobie za cel powiększyć grono niewierzących, pewnie mu się ten cel uda, ale jest ryzyko, że grono wierzących również może się powiększyć, to będą Ci, którzy zaczną dociekać, czy argumenty autora wypełniają swoimi twierdzeniami prawdę.
Książka łatwą nie jest, powierzchownych wierzących pewnie może zachwiać, tylko czy powierzchownie wierzący jest naprawdę wierzącym? Może jednak jest ateistą, tylko z różnych przyczyn, demograficznych, tradycji, przyzwyczajenia wydaje mu się, że wierzy? Warto przeczytać.


Komentarze |0|


* ksywa (wymagana)
@ * email (wymagany)

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.


*) Wymagane pola są oznaczone gwiazdką
**) Możesz użyć niektórych