“Umarli mówią do nas”, François Brune


Pozostawieni sami sobie, w bezgranicznej rozpaczy. Opuszczenie, ba czasem przeświadczenie pustki jest tak wielkie i nieodparte, że czujemy się wprost porzuceni. Umiera, odchodzi ktoś bliski, kochany, rodzice, brat, siostra, ukochany wspólnik w małżeństwie, przyjaciółka, przyjaciel. Smutek w zasadzie jest ten sam, głęboki, niepohamowany, zatykający dech w piersiach, wiążący słowa w gardle i w końcu wyciskający łzy smutku i rozpaczy, słone odczucia.
Brakuje nam tych, którzy odeszli, to jest fakt i z tym nie da się dyskutować. Ci co zostają, po prostu zwyczajnie tęsknią. Czy istnieje życie po, niewierzący nie mają problemu, dla nich po prostu nie i pewnie tak jest łatwiej. Wierzący pozostają w nadziei, że tak i tu mogą rozpocząć się schody. Można wierzyć święcie i mocno, że się spotkamy. Inni miewają wątpliwości, wątpić nie jest rzeczą słabych czy grzesznych, wszak i święci wątpili, słynne noce ciemne, bez sygnału od Stwórcy im ich więcej tym wątpliwości większe.
Jakże wspaniale byłoby mieć dostęp do zaświatów, komunikować się z naszymi bliskimi, którzy od nas odeszli na tak zwane zawsze. Jest przecież tyle rzeczy i spraw, tyle myśli, których nie udało nam się za życia przekazać, tyle pytań, których nie dane było nam zadać, a szczególną gratką byłoby dowiedzieć się od zaufanej osoby, na przykład od wujka, jak tam na tym drugim świecie jest. Jezus nie zdradza nam jak jest, obiecuje, że jest i mieszkań tam pod dostatkiem, uchyla rąbek tajemnicy co do podstawowej komórki społecznej, bo przecież tam ani się żenić ani za mąż wychodzić nie będą. Pytań wiele, wątpliwości jeszcze więcej, rozterka i gimnastyka umysłu do imentu.
Okazuje się, że na nasze szczęście, a może wprost przeciwnie, są na tym łez padole tacy, co to owaki kontakt z zaświatami mają, utrzymują go i nawet zbierają na rzeczoną okoliczność masę dowodów. Nagrywają głosy z zaświatów na magnetofon, zapisują niedokończone lub zupełnie nowe partytury Liszta, Chopina i innych artystów. Pisarze dyktują swoje dzieła literackie, które są zapisywane najlepiej lewą ręką, a nierzadko i wspak. Do komunikacji korzystnie jest używać zarówno telewizora, ten koniecznie musi śnieżyć jak i talerzyka położonego dnem bezwzględnie do góry. Dużo można o tym pisać, ale to pozostawiam dla tych, którzy robią to może nie tyle sprawniej co z większą od mojej przyjemnością.
François Brune nieżyjący już ksiądz i pisarz zajmował się tym tematem poważnie i naukowo, nieraz organoleptycznie. W Polsce można kupić z tego co naliczyłem pięć jego książek, można sobie wygoglować. “Umarli mówią do nas” jest napisania bardzo dobrze, lekko i szybko się to czyta, zatem ksiądz ma, miał lekkie pióro, rzecz zdumiewająca, bo masa w tej książce odnośników do innych prac, a wiadomo, że ciężko się przez odnośniki przebijać. Jeżeli chodzi o mnie, to im więcej odnośników tym książka dla mnie mniej wiarygodna, wiadomo przecież, że więcej jak trzy do pięciu pozycji nie sprawdzę, nie mam na to czasu, przysypywanie odnośnikami treści książki jest zatem dla mnie rozmydlaniem tematu i wbrew intencji autora miast wiarygodność w moich oczach podnosić, zwyczajnie ją traci. O lekarzach pracujących w szpitalach i laboratoriach energii jądrowej po tamtej stronie nie wspomną bo to najsłabsze punkty tej o zaświatach opowieści.
Książki nie polecam, ale też nie odpędzam czytelnika od niej bo rzecz ciekawa z samej siebie i lekkie pióro księdza sprawia, że czyta się to łatwo, by nie rzec, że całkiem przyjemnie.


Komentarze |0|


* ksywa (wymagana)
@ * email (wymagany)

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.


*) Wymagane pola są oznaczone gwiazdką
**) Możesz użyć niektórych