“Jak oglądać piłkę nożną”, Ruud Gullit.


Nie pamiętam od kiedy lubię piłkę nożną. Pierwsze aczkolwiek mgliste wspomnienia wiążą się z autem marki Żuk, wtedy ojciec i kilka innych nie znanych mi teraz – wtedy pewnie też nie – osób, wsiadło na pakę zdezelowanego weterana szos ludowej Polski. Wpakowali na pakę tego truchła również i mnie. Nie obyło się bez walki, niestety z góry skazanej na porażkę, nie pomogło kopanie, gryzienie, nie pomogły łzy. Byłem wściekły, właśnie tego dnia już za chwilę miał się rozegrać mecz piłki wodnej, przepraszam oczywiście, że nożnej Polska-RFN, wtedy jeszcze to nie były Niemcy. W tych pięknych czasach Niemców było dwoje/dwóch, jeden federalny, to ten zły imperialistyczny, drugi demokratyczny niby ten dobry sterowany przez KGB i Stasi, dwie dobrze znane organizacje paramilitarne stojące na straży demokracji i praw człowieka w krajach okupowanych przez zsrr (celowo z małej litery). Byłem wściekły, obejrzałem wszystkie mecze, na podwórku kazałem się nazywać Lato, dzisiaj raczej już nie, bo szanowny pan rozmienił wszystkie strzelone gole na wątłej wartości prezesurę pzpn (celowo z małej litery). Był rok 1974, mam wtedy siedem lat i bez pamięci dopada mnie moje pierwsze głębokie uczucie, miłość do piłki.
Latka leciały i zleciały, ja wciąż emocjonowałem się kolejnym rozgrywkami, na przeróżnych szczeblach, wstyd przyznać, że ligą polską włącznie, ten wstyd to za stracony czas na spoglądanie na grę o wyjątkowo kiepskim poziomie sportowym. Wciąż jednak jestem posiadaczem niezłomnej nadziei, że jak ktoś zarabia 40 tysięcy tygodniowo, to w końcu zacznie przyzwoicie grać, z każdym meczem ligi zwanej ekstraligą rozczarowanie jest na stałym poziomie, a frustracji już od lat mi nie przybywa, jest jak jest, dlatego rekompensuję sobie ligą angielską i ligą mistrzów. Chociaż jak się okazuje jeszcze całkiem niedawno nie wiedziałem “Jak oglądać piłkę nożną”, Ruud bardzo przystępnie przybliża o co w tym bieganiu za kawałkiem nadmuchanej skóry chodzi, jak to ugryźć. Fakt poszerzył moje pojmowanie i ogląd boiskowych zmagań, z tą wiedzą ogląda się mecze przyjemniej i może z odrobiną wyrozumiałości. Chociaż serce prawie zawsze zmusza moje usta do sypania zeń gromów, coś jak sławne “sędzia zbój”. Jeżeli znajdą się kibice, fani piłki nożnej, które przeczytają moją pisaninę, to szczerze Was zachęcam do sięgnięcia po tę lekturę. Nie ma się co bać, nie jest napisana zbyt wyrafinowanym językiem. Łatwo się czyta, a jak się przeczyta to się więcej wie o swojej ukochanej dyscyplinie sportowej i dlatego warto.!


Komentarze |0|


* ksywa (wymagana)
@ * email (wymagany)

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.


*) Wymagane pola są oznaczone gwiazdką
**) Możesz użyć niektórych