“Zielona Mila”, Stephen King.


Opowieść o miłości i nienawiści, o czarnym i białym, o dobru i złu. O Bogu i Szatanie. Stephen King potrafi przykuć jak mało kto do stronic napisanych jego natchnieniem. Czyta się to nie ustając. Nie da się inaczej, to tak bardzo wciąga, że cierpią na tym stałe godziny ustalonego porządku doby. Gubią się posiłki, sen przychodzi nie w porę, lub wcale. Na braku komunikacji z czytającym cierpią jego najbliżsi. To wszystko się dzieje pomimo tego, że oglądałem już film, z niezłą kreacją aktorską w wykonaniu faceta, który dostał od Polaków w prezencie małego Fiata. Znam film, spodziewam się co jest w książce, a mimo to nie potrafię się od niej oderwać aż do przeczytania. Po raz kolejny sztuka niska pokazuje, że takie określenia, niska czy wysoka, to sztuczny podział. Sztuka ma wzbudzać uczucia, pozostawiać adresata nieobojętnym, wzruszać. To co wyszło z pod palca Stephena Kinga wzrusza niewątpliwie, pozostaję w nadziei, że nie tylko mnie. Z całego serca polecam, nawet gdy oglądaliście już film.


Komentarze |0|


* ksywa (wymagana)
@ * email (wymagany)

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.


*) Wymagane pola są oznaczone gwiazdką
**) Możesz użyć niektórych