“Opowieści Galicyjskie”, Andrzej Stasiuk.


“Opowieści galicyjskie”, w języku filmowców -szczerze mówiąc zachodzę w głowę dlaczego? – nazwane zostały “Wino truskawkowe”, cóż nie pierwszy to raz Ci z filmu mnie zadziwiają i coś mi w kościach trzeszcząc z cicha podpowiada, że jest to raz nie ostatni. Mniejsza o tytuł filmu, obejrzałem film grubo przed przeczytaniem książki, książkę przeczytałem wczoraj. Czytanie było popsute filmem, nie dlatego, że poznałem treść, tutaj książka miażdży film bezlitośnie. Popsute ponieważ gęby bohaterów były niestety filmowe, obrazem skażone i nijak nie mogłem zmusić wyobraźni by nie widzieć co i rusz przed sobą twarzy, lubianego przeze mnie Mariana Dziędziela, o Robercie Więckiwiczu i Maćku Stuhrze nie wspominając, reszta bohaterów nie była już tak uporczywa, ale Pan Marian właził mi w kadr mojej wyobraźni wprost nieustająco. To kolejny powód by X Muzie dać kosza. Książka metafizyczna i Stasiukiem pisana, to po prostu potrzeba przeczytać.


Komentarze |0|


* ksywa (wymagana)
@ * email (wymagany)

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.


*) Wymagane pola są oznaczone gwiazdką
**) Możesz użyć niektórych