“Kroniki beskidzkie i światowe”, Andrzej Stasiuk.


Zanurzyć się w przestrzeń, spoić się z otaczającą naturą, wnijść w świata permanentne odrodzenie. Marzenia, a przecież bardziej przemyślenia, o jak zawsze odległej, niby bliskiej, na wyciągnięcie ręki, a może nawet dłoni, a jednak nie, bo przecież na zawsze, nieosiągalnej nieśmiertelności. To musi budzić melancholię i u Stasiuka budzi, przynajmniej ja tak mam. To jest dobra melancholia, przyjazna, nie dołuje, zabić nie może, bo i nie po to została przez Autora wytworzona. We mnie wzbudza pozytywną tęsknotę, za czasem mijanym, obrazami, które do siebie podobne nigdy już nie będą takie same, jak Świat, który konsumuje coraz więcej i coraz bardziej sam siebie, niby ten sam, ale zmieniony. Gdybym miał moc obudzić dziadków ze snu wiecznego, nie poznaliby tego świata i pewnie by go nie zrozumieli. To ten sam świat, ale już inny i tylko nie wiadomo po co? Pan Andrzej nie odpowiada na to pytanie, myślę, że nawet nie zamierza. Przybliża to co przemija i genialnością pióra wywołuje w czytelniku melancholię, tę dobrą, nieśpieszną, która powoli czaruje czytającego i wciąga go w minione przestrzenie i przeszłe zdarzenia, które realne lub nie, – to czy się naprawdę stały nie ma żadnego znaczenia – pozwalają odnaleźć się odbiorcy w tamtych obrazach, w tamym czasie, niemal prawdziwie. Pomimo wygodnego fotela wyobraźnia działa, jest moc i to jest bardzo dobre.
Polecam serdecznie tę książkę.


Komentarze |0|


* ksywa (wymagana)
@ * email (wymagany)

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.


*) Wymagane pola są oznaczone gwiazdką
**) Możesz użyć niektórych