“Wymiary życia” Julian Barnes.


Belle Epoque, latające balony, maszyny cięższe od powietrza, które kiedyś zrewolucjonizują podróże i śmierć. Kres życia, ostatni oddech, z tą kwestią Barnes rozprawia się współcześnie, bez ostrzeżenia przeskakuje epoki i ma rację. W temacie spraw ostatecznych epoki nie mają znaczenia. Jak żyć z traumą, osobistym bólem, który nieustająco doskwiera, bez szans na wyzwolenie. Okazuje się, że od bólu po stracie bliskiej, kochanej osoby ucieczki nie ma. Czy można porównać odrzucenie miłości przez ukochaną, która nigdy nie pokocha nieszczęśliwego wielbiciela ze śmiercią ukochanej osoby, która pozostawia unieszczęśliwionego partnera? Nie da się tego zestawić, a może jednak i owszem, każda z sytuacji wzbudza w dotkniętej nią osobie poczucie traumy ostatecznej, bólu dręczącego dręczonego do imentu. Pisarz dotyka esencji tych nieszczęść mocą własnego doświadczenia, a może tylko umiejętnie zmyśla. Nic z tych rzeczy, każdy o podobnych doświadczeniach powie, że to o nim samym w rzeczy samej prawi autor. Warto poczytać o sobie, zachęcam do lektury.


Komentarze |0|


* ksywa (wymagana)
@ * email (wymagany)

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.


*) Wymagane pola są oznaczone gwiazdką
**) Możesz użyć niektórych